Agnieszka i Tomasz Śpiewak
  • slide1
  • slide2
Agnieszka Śpiewak Agnieszka Śpiewak    Tomasz Śpiewak Tomasz Śpiewak
Odkryłam swój sens istnienia!

Pomaganie i rozwiązywanie problemów ludzi stało się moją pasją.

Moje życie nie było łatwe i stawiało mnie przed wieloma trudnymi wyborami. To zmusiło mnie bym szybko dorosła i stała się samodzielna. Niestety moje decyzje nie zawsze były mądre i trafne a ich konsekwencje pociągnęły za sobą ból i cierpienie. Jednak wiara i siła w potęgę swoich marzeń były zawsze bodźcem i wyznacznikiem działania. Dzięki nim pozwoliłam zmienić swoje życie o całe 180 stopni. Już od kilku lat jestem osobą szczęśliwą a to za sprawą Anioła, jaki mnie odnalazł. Odmienił moje życie i obiecał, że razem stworzymy coś wielkiego. Zaczęłam wierzyć, że nie ma rzeczy niemożliwych. Zrozumiałam, że to, co do tej pory przeżyłam to była swego rodzaju droga. Droga do znalezienia siebie i swojej osobowości. Dotarło do mnie, że dzięki temu mogę coś w tym życiu zrobić, do czegoś dojść i coś po sobie zostawić. Zaczęłam szukać swojej pasji a moja głowa pękała od pomysłów.

Pierwszym pomysłem była chęć stworzenia fundacji. Poczułam, że to to, co chcę w życiu robić. Zaczęłam szukać odpowiedniej nazwy, czytałam jakie trzeba spełniać wymogi by taką fundację otworzyć. Nawet znalazłam w swoim otoczeniu osoby, które chciały mi w tym pomóc. Jednak okazało się to nie takie proste jak myślałam.

Następną rzeczą, jaka mnie zainteresowała to prowadzenie szkoleń motywacyjnych o tematyce rozwoju osobistego, podświadomości i wiary we własne siły. Zaczęłam usilnie szukać szkoleń by móc uzyskać certyfikat i status szkoleniowca, trenera. To też okazało się nie takie proste jak myślałam, głównie w kwestiach finansowych. By zostać trenerem trzeba było zainwestować ładnych kilka tysięcy złotych. Nie było mnie na to stać.

Postanowiłam prowadzić małe spotkania motywacyjne. Z mojej inicjatywy powstała Akademia Marzeń, która ma za główny cel pomóc ludziom uwierzyć w swoje możliwości i udowodnić, że marzenia mogą stać się rzeczywistością. Jednak i tutaj pojawiła się trudność. Poczułam, że bardzo jest mi potrzebne doświadczenie w organizacji i prowadzeniu tych spotkań. Zaczęłam jeździć na różne szkolenia i treningi motywacyjne by doskonalić swoje umiejętności. Trafiłam m.in. na kursy samokontroli umysłu Metodą Silvy. W tym też okresie zrozumiałam sens mojej ówczesnej pracy na etacie. To jest nic innego jak szkoła! – pomyślałam. To kolejny etap nauki i zdobywania doświadczenia. Kilka lat pracowałam w banku i obsługiwałam klientów. Praca z ludźmi nie należała do najłatwiejszych, ale był to rewelacyjny trening i zdobywanie umiejętności.

W połowie roku 2007 poważnie zaczęłam cierpieć z powodu bólu kręgosłupa. Ból stawał się z dnia na dzień coraz bardziej dotkliwy aż w końcu stał się nie do wytrzymania. Lekarze nie potrafili zdiagnozować, co jest tego przyczyną. Próbowano mi wmówić, że jest to poważne zwyrodnienie i konieczna będzie operacja. Nie chciałam poddać się żadnemu zabiegowi. Dostawałam nawet silne zastrzyki przeciwbólowe ale i one nie skutkowały. Pomyślałam wtedy: "Dostałam koleją lekcję od życia i to kolejny etap do przejścia". Nie potrafiłam jednak zrozumieć, czego tym razem mam się nauczyć i co zrozumieć.

W pewien listopadowy wieczór wrócił do domu mój ukochany z reklamówką suplementów VISION. Pamiętam, że spytałam, co to jest i ile to kosztowało. Oczywiście od razu byłam na nie. Z przekonaniem uznałam, że nic mi to nie pomoże i tylko szkoda było pieniędzy. Wtedy Tomek opowiedział mi o swoim niecodziennym spotkaniu z liderem firmy Vision International People Group. Opowiedział mi również o możliwościach finansowych jakie niesie ze sobą Multi Level Marketing. W tamtym momencie nie było to dla mnie przekonujące. Z pewną obiekcją zaczęłam łykać te wszystkie kapsułki. Nigdy nie tolerowałam żadnych tabletek i leków, brałam je tylko w ostateczności. Ponieważ ból był nieubłagalny nie miałam nic do stracenia. Po paru tygodniach zaczęłam zauważać, że ból jest mniejszy i szybciej ustępuje.

W szybkim czasie zaczęłam rozumieć tę kolejną lekcję daną od życia. Wszystko nagle zaczęło się układać w całość. Teraz już wiem, że ta firma daje mi wszystko to, czego szukałam. Marzyłam o pomaganiu ludziom – robię to. Marzyłam o prowadzeniu szkoleń – szkolę ludzi. Marzyłam o zwiedzaniu świata – zwiedzam świat razem z Vision Voyage.

Mnie osobiście w firmie VISION zainspirowała wizja zwiedzania świata. Pieniądze nie były wyznacznikiem współpracy, wydawały mi się mało realne. Dziś nasz cel został dopięty. Udało się! To dopiero początek. Wiem, że razem z moim ukochanym możemy ulepszać ten świat i pomagać innym.

VISION to firma, która daje mi to wszystko, czego szukałam. Tu mogę się rozwijać pod każdym względem. Tu w pełni mogę rozwinąć skrzydła. Prowadzenie rozmów i spotkań to sama przyjemność. Pomaganie innym w realizowaniu siebie i osiąganiu sukcesu to mój cel. W tej firmie pracują sami cudowni ludzie. Widzę, że wytrwałość i wiara potrafią zaprowadzić na wyżyny sukcesu. Cieszę się każdym dniem i dziękuję wszystkim, którzy się do niego przyczyniają.

Chciałabym w tym miejscu podziękować bardzo serdeczne wszystkim naszym dystrybutorom, którzy przyczynili się do mojego rozkwitu. Pamiętajcie, że zawsze możecie na mnie liczyć.
  
Biznes jest dla ludzi!

Moja przygoda z biznesem rozpoczęła się w 2001 roku... ale może od początku...

Moje dzieciństwo przebiegło tak szybko, że niewiele z niego pamiętam. Z opowiadań rodziców wynika jednak, że byłem raczej spokojnym dzieckiem i niechętnie nawiązywałem nowe znajomości. Większość czasu spędzałem w tej samej grupie rówieśników, na której czele stał przywódca (nieformalny) ale to nie byłem ja. Pomimo wrodzonej cierpliwości i pokory miałem swoje bujne marzenia i uparcie dążyłem do ich realizacji. Moje marzenia nie były wtedy wygórowane. Była to głównie chęć posiadania czegoś nowego. Nie było mnie na to stać więc zacząłem szukać możliwości zarabiania pieniędzy.

Już w technikum pracowałem dorywczo jako akompaniator. Utworzyłem wówczas swój pierwszy zespół muzyczny pod nazwą Antidotum. W przeciwieństwie do moich kolegów, którzy mieli w głowie wyłącznie dyskoteki i dziewczyny, ja rozpocząłem proces realizacji swoich marzeń.

Nie był to czas łatwy. Praktycznie nie miałem przyjaciół, byłem samotnikiem zamkniętym w sobie, skupionym na swoich celach. Moja skromność utrzymywała się aż do czasów studiów gdzie nagle zostałem starostą. W związku z tym, iż był to pierwszy rocznik nowego kierunku, większość spraw spadała na mnie. Studia traktowałem bardzo poważnie aczkolwiek w rzeczywistości stały się dodatkiem do mojej codziennej pracy.

Po ukończonym licencjacie rozpocząłem pracę w szkole podstawowej jako nauczyciel. W tym samym roku zarejestrowałem się jako przedsiębiorca. Pracowałem codziennie od 8.00 do 22.00. Wiedziałem, że gdy się rozwijam potrzebuję więcej pieniędzy na zakup sprzętu, na którym będę w przyszłości pracował. Rozkwit mojej firmy - Szkoły Artystycznej trwał pięć lat oparty wyłącznie na systemie poleceń zadowolonych klientów. Już wtedy wiedziałem, że polecenia są więcej warte niż jakakolwiek reklama.

Sześć lat później zwolniłem się ze szkoły, w której pracowałem ze względu na konflikt z dyrekcją. Konflikt wybuchł na tle prowadzenia przeze mnie innej placówki oświatowej. Ten temat jest jak rzeka i nie będę w tym miejscu o tym pisał. Decyzja pożegnania się z etatem była jedną z najlepszych decyzji w moim życiu. Dlaczego? Byłem teraz panem swego losu. To ja rządziłem a nie mną rządzono.

Prowadzona przeze mnie firma eksplodowała na nowe płaszczyzny rynku. Powstały wtedy takie projekty jak: studio nagrań, tworzenie stron www, sklepy internetowe... Pojawili się pierwsi pracownicy. Byłem tym bardzo podekscytowany. Ten mój stan trwałby pewnie do dzisiaj, gdybym nie usłyszał tego jednego zdania, jakie wtedy usłyszałem. Chcecie wiedzieć jakie to zdanie?

To był rok 2007. Miałem już wtedy najukochańszą kobietę mojego życia, syna, prawie nowy samochód nie na kredyt, własne mieszkanie i wszystko co chcieliśmy oprócz tej jednej najważniejszej rzeczy o której większość z nas zapomina w pogoni za dobrobytem i pieniędzmi. Brakowało nam wolnego czasu! Czasu na zabawy, na wspólne spacery, na wszystko... Tak naprawdę widzieliśmy się (czasami nawet nie) tylko w nocy. I kiedy w grudniu w 2007 roku przyszedł do mnie jeden z liderów firmy Vision International People Group i zapytał mnie ile mam wolnego czasu... nastała chwila milczenia. Zrozumiałem, że w dalszym ciągu sprzedaje swój osobisty czas za pieniądze. To mnie znowu zmusiło do myślenia.

Rozpoczęliśmy więc razem z żoną edukację finansową. Chcieliśmy żeby to nasze pieniądze pracowały na nas a nie my na nie. Chcieliśmy odwrócić sytuację. Jednym ze wspaniałych sposobów zrozumienia tej zasady okazała się gra w Cashflow Roberta Kiyosakiego. I pomimo tego, iż Vision zapukało do naszych drzwi już w grudniu 2007 w ogóle go nie zrozumieliśmy. Zawsze tego typu firmy kojarzyły mi się z Avonem czy jeszcze inną sprzedażą bezpośrednią.

Przełom nastąpił we wrześniu 2009 roku, kiedy dotarły do mnie w końcu te krzaczki i kółeczka rysowane przez mojego sponsora. Jakoś wcześniej nie mogłem tego pojąć. Plan marketingowy okazał się bardzo przejrzysty i prosty. Zaczęliśmy zarabiać nasze pierwsze pieniądze z dochodu pasywnego.

Wtedy we wrześniu, postawiliśmy sobie jasny cel. Jedziemy na Vision Voyage 2010. Kwalifikację zamknęliśmy z potrójną ilością punktów. Oznaczało to nic innego jak wyjazd na wakacje do Chin. Powiem Wam w tajemnicy, że był to jeden z najlepszych wyjazdów mojego życia. Niesamowita kultura, wspaniali ludzie, niezapomniane widoki i cudowna zabawa. Chyba obudziła się we mnie taka żyłka podróżnika. Po raz kolejny zrozumiałem, jak ważny jest wolny czas. Jak ważne w życiu jest dojście do sytuacji, w której pieniądze będą zarabiały na nas a nie my na nie.

Dziś wiem, że była to dobra droga, droga, która nie zawsze była usłana różami i wiązała się z podejmowaniem trudnych decyzji. Dziś wiem, że się opłacało. I pomimo, iż wiele jeszcze przed nami i tak naprawdę nasza historia się dopiero tworzy jestem szczęśliwy, że poszliśmy właśnie tą drogą. Czas wolny, który można spędzać w rodzinnym gronie stał się dla mnie wyznacznikiem walki o lepsze jutro.

Dziękuję naszym sponsorom jak również wszystkim naszym dystrybutorom za to, że w nas uwierzyli i nam zaufali.